Miała ponad 50 lat, drżący, ale pogodny głos, śmiejące się i jednocześnie smutne oczy.  Siwe włosy, pomarszczoną twarz, zniszczone ręce i spory bagaż doświadczeń z życia. Starała się nas przekonać, że sobie radzą i że jest dobrze! Pracują dorywczo i oszczędzają na tyle na ile mogą. Ani razu nie powiedziała, że jest „jakoś” albo, że „jakoś będzie”.

 

Zapytałam o zaległości w opłacaniu czynszu. - Są. Są bardzo małe i je opłacimy. Tylko jeszcze nie teraz. Nie dzisiaj, nie jutro, ale zapłacimy – zapewniała ze spokojnym uśmiechem. A ja zastanawiałam się jak?! Przecież miesięczny dochód nie stanowi nawet połowy koniecznej opłaty za mieszkanie. Jak mają żyć, jakim cudem ta kobieta jest tak spokojna. Ścisnęło mi się serce. Uśmiechałam się, choć to nie było łatwe.

 

Bała się powiedzieć, że czegoś chce, bo jest nauczona, że nic się jej nie należy. Każdemu, ale nie jej. Kolejki do szczęścia jej nie dotyczą i chyba dlatego pytanie o marzenia spotkało się z długą ciszą. Patrzyła na nas przez kilka minut i nie powiedziała ani słowa. Mimo naszych intensywnych starań słownych i podpowiedzi. Chyba bardziej od niej chciałam, żeby coś od kogoś w końcu dostała!

 

- Nie chcę niczego takiego, nie potrzebuję prezentu – powiedziała tonem tak zdecydowanym, że nie śmiałam już drążyć tematu. - Jestem szczęśliwa, gdy wszyscy jesteśmy zdrowi i nikt nie jest głodny – dodała pewnym głosem,  a serce ścisnęło mi się jeszcze bardziej. To było moje pierwsze spotkanie z taką biedą. Z kimś, kto nie krzyczy, że jest źle, nie narzeka i nie skarży się, ale z uśmiechem stawia czoła i budzi podziw, choć na pewno o tym nie wie.

 

Dobrze, że był ze mną Mateusz i że na spotkania z rodzinami chodzimy parami! Pewnie dlatego, że jest mężczyzną serce ściskało mu się mniej, niż moje albo bardziej umiał powstrzymać emocje i zatrzymać uśmiech.  Na szczęście! Bo kiedy ja nie mogłam już nic powiedzieć pożegnał się i życzył takich sił na kolejne dni, jakie pani Zosia miała w czasie rozmowy z nami.

 

 

 

W tym roku wolontariusze SZLACHETNEJ PACZKI również znajdą rodziny żyjące w niezawinionej biedzie. To trudne zadanie, bo prawdziwa bieda dobrze się ukrywa!